ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: „As time goes by”

Co można powiedzieć o przemijaniu, czego byśmy nie wiedzieli? Co przemijanie w ogóle znaczy? Dopóki jesteśmy pod wpływem zdarzeń, nie odczuwamy upływy czasu, paradoksalnie to bezczynność uświadamia przemijanie, ujawnia rozmaite dolegliwości i niepokoje. Gdy człowiek pracuje, jest w jakimś sensie ukierunkowany na rozwój, kiedy odpoczywa, zaczyna chorować, chodzić do lekarzy i czuje się stary.

Czas prowadzi nas do wieku zwanego słusznym, a my staramy się go (czas) pohamowywać marzeniami. A marzenia nie znają czasu, są jak białoskrzydłe pegazy na drogach obłoków. To wielkie szczęście mieć pracę, w której jest miejsce na marzenia, bowiem prócz innych zalet, marzenia odganiają ułomności starości.

Czechow mówił, że życie artysty w kreowanych przez niego postaciach, jest prawdziwsze i bogatsze, niż autentyczne życie artysty. Jeśli uwierzymy słowom wielkiego pisarza, co znaczy autorytet?

Błąd. Potrzebujemy autorytetów, są niezbędne. Bez nich nie mielibyśmy punktów odniesienia do dążeń, przemyśleń, wartości. Autorytetów potrzebujemy bardzo, potrzebuje ich ludzkość, ale najlepiej, kiedy już nie żyją. Idealne autorytety mieszkają w przeszłości, bowiem za życia są bardziej niż ich wyznawcy, niż ktokolwiek, narażone na wpływ kłamstw, patologii, społecznych uwarunkowań, reakcjami, dyskusjami i, co ważne, zatruwane zachwytami. Umysł autorytetu, z uwagi na powyżej przeciętności wrażliwość i talent (Oj, nie zawsze!), ma łatwość nasiąkania, jak gąbka wodą, mułem pochlebstw.

Człowiek obarczony rolą autorytetu, niejako zmuszony do doskonałości, ukrywa swoje wady i niewystarczalności. Rzadko trafia się autorytet – potwierdzi to każdy, kto ma z takowym bezpośredni kontakt – potrafiący zdobyć się na odwagę powiedzenia: Nie wiem! Nie umiem! Myślę, że wielu powagom, naukowym, artystycznym, muzycznym.., you name it, jeśli zachowali wrażliwość duszy i choć cień skromności, ciężar owych „Nie wiem! Nie umiem!” spędza sen z powiek.

Czy autorytet idzie razem z kreatywnością? Najczęściej, ale niekoniecznie, ponieważ kreatywność utkana jest z o wiele delikatniejszych włókien. Ludzie kreatywni unikają oczywistych asocjacji, kierują swoją uwagę, pracę, spostrzeżenia, raczej na tereny odległe od sztampy tak zwanych prawd oczywistych. Autorytet przeciwnie, autorytet omija subtelności i niedomówienia traktując je, jako mało mu nieprzydatne.

Mój długoletni przyjaciel opowiedział mi kiedyś taką historię. Czterdzieści z górą lat temu siedział w sennym barze hotelowym i słuchał pianisty. Zwrócił uwagę, ze pianista odmówił gościowi zagrania „As time goes by”. Parę lat później, w jakimś hotelowym barze z widokiem na Morze Śródziemne, sączył drinka a na podniesieniu fortepian i pianista wykonywali swoja pracę. Zrobiło się późno i przyjaciel był ostatnim gościem. Pianista tłumiąc ziewnięcie wstał, podszedł do baru, nalał sobie kawy, a fortepian dalej żwawo produkował hity sezonu!

Samogrające piano? Statysta? Kulis? Zastanawiał się przyjaciel. Pianista po chwili podszedł do instrumentu, siadł, i „grał” dalej. Czy grał nie wiadomo, ale fortepian grał na pewno! Weszło parę nowych osób, pianista wyprostował się, uśmiechał, dziękował za brawa.

Przyjaciel poczuł, że musi coś zrobić, czuł się zdradzony. Podszedł i z chłodnym uśmiechem poprosił pianistę, żeby ten zagrał mu „As time goes by”. Pianista skinął głową i spod-jego-palców popłynęły dźwięki znanej melodii! Zawstydzony przyjaciel skinął głową w podzięce i wyszedł z baru.

Morał? Życie potrafią wystawić człowieka na próbę równocześnie dając nauczkę, jak złudną potrafi być kreatywności, o autorytetach już nie wspominając.

Andrzej Szmilichowski

Kommentera