Agent szczery i oddany

Waldemar Sobczyk, wydawca ”Naszego Znaku” chełpił się, że jego pismo jest jedynym pismem politycznym na emigracji, które zamieszcza śmiałe ataki i odważne artykuły na temat wzajemnych stosunków Polski i watykanu, demaskuje ”prawdziwe oblicze adenauerowskiej polityki”, wreszcie pokazuje prawdziwe oblicze polskiej emigracji. Nic więc dziwnego, że szybko pojawiły się posądzenia, że Sobczyk propaguje prokomunistyczną propagandę, a jego działania mają na celu rozbicie emigracji.

Te podejrzenia formułowane już w latach 50-tych okazały się jak najbardziej uzasadnione. Dokumenty, które są obecnie publikowane, nie zostawiają złudzeń – Waldemar Sobczyk był agentem PRL-u. ”Nasz Znak” wydawany w Szwecji w latach 1952-1967, był organem rozłamowców z Polskiego Stronnictwa Ludowego i odegrał ważną rolę w próbach dyskredytowania emigracji politycznej, szczególnie przywództwa Stanisława Mikołajczyka.

O infiltracji polskiej emigracji w Szwecji Nowa Gazeta Polska pisała kilkakrotnie. Historia Sobczyka jest jednak wyjątkowa, gdyż poprzez tego mieszkającego w Szwecji emigranta, peerelowskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych próbowało wpływać na całą ”londyńską emigrację”. Skłócony PSL, wówczas w latach 50-tych i 60-tych stanowiący ważny ośrodek polityczny na uchodźstwie, podatny był na infiltrację, a stan rozbicia PSL-u na walczące ze sobą falangi, wymarzonym celem agentów PRL. O Sobczyku i jego roli pisał już Arnold Kłonczyński w świetnej książce ”My w Szwecji nie porastamy mchem… Emigranci z Polski w Szwecji w latach 1945-1980”, jednak pełny opis jego działalności przygotował Krzysztof Tarka w artykule ”Waldemar Sobczyk i ”Nasz Znak” – dywersja w ruchu ludowym na emigracji”, który ukazał się w 2011 roku w piśmie naukowym Instytutu Pamięci Narodowej ”Pamięć i Sprawiedliwość”. Teraz ten sam materiał ukazał się w książce Krzysztofa Tarki ”Jest tylko jedna Polska? Emigranci w służbie PRL” (Łomianki 2014), opisującej poza Sobczykiem m.in. historię agenturalnej działalności Karola Lewkowicza (wydawcy londyńskich ”Odgłosów”), dziennikarza Kazimierza Smogorzewskiego mieszkającego w Wielkiej Brytanii, Henryka Polowca (działacza PPS) i agenta ”Alexa” czyli mieszkającego w Londynie pułkownika Aleksandra Kędziora, który pałał nienawiścią do generała Andersa.

Kim był Waldemar Sobczyk? Urodził się w 1928 roku w Płocku. W czasie wojny jako 16-to latek wywieziony został przez Niemców na roboty. Udało mu się uciec i do końca wojny mieszkał w Płocku. W 1947 roku przeniósł się do Wrocławia, uczył się w3 szkole wieczorowej, później pracował w drukarni tekstylnej w Łodzi. W 1948 roku poprzez Gdańsk nielegalnie opuścił Polskę. Zamieszkał początkowo w Boras gdzie pracował jako robotnik. W 1950 roku wstążił do silnego wówczas w Szwecji oddziału Polskiego Stronnictwa Ludowego, został szefem koła PSL w Boras, a w 1951 roku sekretarzem zarządu Okręgu PSL w Szwecji. Na jego aktywność zwrócili uwagę rezydenci wywiadu PRL i podjęto udaną próbę werbunku. Według źródeł jakimi posługuje się autor opracowania, Krzysztof Tarka, Sobczyk już pod koniec wojny był na kursie NKWD w Związku Sowieckim, a po wojnie pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Płocku. I to właśnie na polecenie ”bezpieki” przystążił do oddziałów konspiracyjnych – jako agent-prowokator miał się przyczynić do aresztowania działaczy podziemia niepodległościowego. Zdemaskowany uciekł, albo został wysłany do Szwecji, do pracy dywersyjnej.

PSL zaczął budować swoje struktury w Szwecji już w 1946 roku. Powstał wówczas Okręg Stronnictwa Ludowego ”Wolność” oraz Polskie Towarzystwo Oświatowe imienia Wincentego Witosa. Po ucieczce z Polski późniejszego premiera rządu na uchodźstwie Stanisława Mikołajczyka, ludowcy utworzyli Tymczasowy Zarząd Okręgu Polskiego Stronnictwa Ludowego w Szwecji, a jego głównymi działaczami byli m.in. Michał Pluciński, Piotr Zawada, Paweł Musiolik i Waldemar Bagiński. I oczywiście Waldemar Sobczyk.

Niszowy miesięcznik wydawany przez Sobczyka, jak na ówczesne czasy, miał dość imponujący nakład – około 1000 egzemplarzy – i wkrótce jego wydawanie finansowane było przez warszawskich mocodawców. Zachowały się protokoły z których jasno wynika jakimi pieniędzymi wspomagana była działalność wydawnicza Sobczyka, a nawet jego prywatne wydatki. Z Sobczykiem współpracowała jego żona, była więźniarka obozów koncentracyjnych, która po wojnie znalazła się w Szwecji, Irena Pachnia, która angażowała się w życie polonijne i przemycała z Polski pieniądze przekazywane jej przez Departament I MSW. Sobczykowie mieszkali początkowo w Boras, później przenieśli się do Linköpingu, stąd to dość dziwne miejsce wydawania polskiego pisma w Szwecji. O werbunku, późniejszych kontaktach MSW z Sobczykiem, jego spotkaniach z agentami, kontaktach Sobczakowej z konsulatem PRL dokładnie pisze Krzysztof Tarka. Opisuje również linię polityczną ”Naszego Znaku”, który nie tylko siał ferment wśród ludowców na emigracji, ale także atakował rząd londyński, Wolną Europę czy Giedroycia. Tarka wielokrotnie cytuje obłudne artykuły z ”Naszego Znaku”, w których o emigracji pisano jako o ”politycznych bankrutach, politycznych i narodowych propstytutkach”, o ”skorumpowanych pseudoniepodległościowcach” czy wręcz ”warchołach” – cały czas stojąc oczywiście na stanowisku niezależności politycznej. Pod szyldem ”Naszego Znaku” ukazały się także broszury mające skompromitować najpierw Mikołajczyka, później i Jerzego Giedroycia – autorem tej ostatniej był Tadeusz Mateja (pseudonim Klaudiusza Hrabyka) ”Podwójne życia Jerzego Giedroycia” (Szwecja, Malmö 1965). Na marginesie: warto zwrócić uwagę, że w podobnym tonie, w późniejszym okresie, utrzymane były artykuły w innym piśmie emigracji polskiej w Szwecji, wydawanych przez Radę Uchodźstwa Polskiego ”Wiadomościach Polskich”, wówczas opanowaną przez grupkę ”prawdziwych niepodległościowców”. Jeden z nich znowu stał się tubą ideologiczną dzisiejszego RUP…

Intro artykułu w Nowej Gazecie Polskiej (nr 21/2014)

Książka Krzysztofa Tarki świetnie pokazuje mechanizmy manipulacji emigracją przez wybranych agentów, którym w gruncie rzeczy głos nie spadł z głowy. W przypadku Sobczyka – owszem podejrzenia wobec niego miała tajna policja szwedzka i wielokrotnie był przesłuchiwany i inwigilowany, ale nic mu nie potrafiono udowodnić. Nawet przekrętów finansowych. W 1967 roku MSW – bojąc się dekonspiracji swoich agentów kontaktujących się z Sobczykiem (zwłaszcza po ucieczce do USA w lutym 1967 roku oficera Departamentu I MSW, podpułkownika Janusza Kochańskiego – Kochański był wcześniej oficerem rezydentury wywiadu PRL w Szwecji), kierownictwo wywiadu zdecydowało zakończyć współpracę ze swoim agentem ”Newą” (pseudonim Sobczyka). Wstrzymano pieniądze na wydawanie pisma, dając Sobczykowi wysoką ”odprawę”. W międzyczasie Sobczyk rozwiódł się z żoną, która wróciła do Polski (jak wspominała mi znajoma z Linköpingu, mieszkająca tam od czasów wojny – Irena Sobczakowa była ”wyjątkowo pazerną babą”, która dla pieniędzy zrobiłaby wszystko) i przeniósł do Malmö. W 1970 roku wyemigrował dalej do Niemiec, gdzie w podalpejskiej miejscowości Rosenheim założył polską drukarnię/wydawnictwo ”Kontrast”, w której książki drukowali m.in. Tadeusz Chciuk, redaktor Wolnej Europy Aleksander Menhard i Wiktor Woroszylski…

Waldemar Sobczyk podjął w Niemczech, w pobliżu Monachium, działalność wydawniczą jakby jego szwedzki epizod nigdy nie istniał. Na stronie internetowej Wydawnictwa/Drukarni Kontrast zamieścił lukrowany życiorys, w którym czytamy m.in.:

Sobczyk urodził się w jednej z najstarszych stolic Polski – w Płocku, nad Wisłą. W dniu wybuchu wojny miał lat 11. Ojciec, kawalerzysta, przebywał na froncie. Płock wkrótce stał się „niemiecki”; dom Sobczyka również. Przygarnął go (wraz z matką i siostrą) wuj gospodarujący na kilkudziesięciu hektarach pod Płockiem. Szkoły zamknięto. Pasał krowy, „robił końmi”; potem się „usamodzielnił” – szmuglował, organizował tajne nauczanie, sam się uczył, był gońcem podziemia, kolportował nielegalną prasę.

W międzyczasie Niemcy wuja (w odwet za „terroryzm” partyzantów) publicznie powiesili. Był to rok 1942. Lepiej „poszczęściło się” ojcu Sobczyka. Po powrocie z frontu, podjął organizowanie podziemia. Gestapo dopadło go również. Śledztwo przetrzymał. Ale nie piekła KL Mauthausen-Gusen, w którym się wkrótce znalazł. Dziś w Memorial Gusen na jednej ze ścian b. krematorium wisi tablica (fundacja syna) upamiętniająca jego obozową gehennę.

Nie za kontrabandę i nie za konspirację, lecz całkiem przypadkowo zagarnęli Niemcy w jednej z łapanek i Sobczyka juniora. W połowie 1944 r. znalazł się w Ostpreussen jako „häftling” lotnego komanda jednego z „ausenlagrów” podległych (przypuszczalnie) KL Stutthof. Pod batem SS i po kolana w wodzie budował frontowe umocnienia. Miał już lat 16. Uciekł z „lagru” w dramatycznych okolicznościach. Doczekał wyzwolenia.

Stalinizacji kraju Sobczyk nie zaakceptował. Zagrożony aresztowaniem, „wyemigrował” do Szwecji. Studiuje poligrafię i socjologię. Działa w emigracyjnym ruchu ludowym. Przez czternaście lat jest redaktorem jednego z jego organów prasowych. Nie traci kontaktu z poligrafią. W 1964 r. zakłada w Malmö drukarnię. Współpracuje z uniwersytetem w Lund. /…/

W 1970 roku Sobczyk przenosi swoją oficynę w Alpy, w rodzinne strony żony – do Bawarii. W Rosenheim, na jego przedmieściu Schlossberg, powstaje POLNISCHE DRUCKEREI „KONTRAST”, czyli  Polska Drukarnia, która podobnie jak w Szwecji drukuje i wydaje wielojęzycznie, przede wszystkim po polsku i polskich autorów – jak słynnego „Białego Kuriera” i dwukrotnego „cichociemnego” emisariusza rządowego Marka Celta (Tadeusza Chciuka), także „międzynarodowego dąbrowszczaka” i redaktora „Trybuny Ludu” Artura Kowalskiego oraz wielu innych biegłych w piórze emigrantów, jak np. Alicję Dryszkiewicz, Wiktora Woroszylskiego, Aleksandra Menharda, Henryka Olesiaka czy Anatola Kobylińskiego.

Drukarnia Sobczyka „Kontrast“ trwała ponad półwiecze. Zyskała miano jednej z najsolidniejszych oficyn polskich na Zachodzie. Zasłynęła z udzielania kredytu mniej zasobnym autorom; wspierała  różne emigracyjne i krajowe instytucje. (Bawaria, Rosenheim, AD 2014).

Jak to się stało, że Sobczyk tak gładko wylądował w Bawarii i po dzień dzisiejszy prowadzi działalność wydawniczą? Czy jest w tym również zasługa wywiadu PRL? Trochę trudno się oprzeć takiemu wrażeniu, zwłaszcza że – jak wynika z dokumentów w IPN – Sobczyk mimo zakończenia współpracy z MSW, jeszcze w 1970 roku przejeżdżając przez Austrię spotkał się z oficerem wywiadu i próbował podtrzymywać kontakt z wywiadem PRL. Można więc posądzać, że jego działalność w Bawarii nie była przypadkiem.

”Ukoronowaniem” działalności wydawniczej Sobczyka była publikacja monumentalnego dzieła Jana Kosińskiego ”Niemieckie obozy koncentracyjne i ich filie” (1999), za którą wydawcę powszechnie chwalono, zapewne nie zdając sobie sprawę, ile szkieletów w szafie ma Waldemar Sobczyk. Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent RP, pisemnie dziękował Sobczykowi i przekazywał mu wyrazy szacunku. Gratulacje przesłano także z Watykanu, co brzmi jak kiepski żart zważywszy na publicystykę antywatykańską ”Naszego Znaku”. Z kolei ówczesny minister kultury, Kazimierz Ujazdowski napisał: Życzę Pańskiemu wydawnictwu, aby poprzez publikacje równie wartościowych pozycji nie ustawało w przypominaniu Polakom faktów z ich własnej historii. Waldemar Sobczak, mimo iż publikacje IPN nie zostawiają najmniejszych wątpliwości co do jego roli na emigracji, nawet teraz nie ma zahamowań by promować się na stronach internetowych. Może dlatego, że ta bardziej współczesna historia jego działalności nadal czeka na historyka.

W oparciu o to co wiemy, dywersyjna działalność Sobczyka w emigracyjnym ruchu ludowym była głównym celem wywiadu PRL. Ale w zasadzie nie ma wątpliwości, że przekazywał on także informacje na temat działaczy polskiej emigracji w Szwecji – wszak Oddział PSL należał przez długi okres do Rady Uchodźstwa Polskiego w Szwecji skupiającej najważniejszych działaczy emigracyjnych. PSL miał swoje oddziały w Sztokholmie, Jönköpingu, Boras i Norrköpingu. Jak wspomina Tarka, Waldemar Sobczyk chwalił się przed rezydentami wywiadu, że działał głównie z pobudek ideowych. Jego mocodawcy określali go jako osobę ”szczerą i pragnącą szczerze współpracować” z wywiadem PRL.

Tadeusz Nowakowski

2014

Krzysztof Tarka: Jest tylko jedna Polska? Emigranci w służbie PRL. Wydawnictwo LTW, Łomianki 2014, s. 464

Lämna ett svar