Äntligen???!!! Nja…

Do trzech razy sztuka. Po czterech miesiącach przepychanek egzotyczna konstalacja w riksdagu przeciągnęła za uszy Stefana Löfvena na stanowisko premiera. Mamy więc nowy rząd…. To znaczy stary, tylko w nieco nowej formule. Dodatkowo olbrzymią rzeszę rozgoryczonych wyborców.

W efekcie tych politycznych przepychanek rozpadł się dotychczasowy układ polityczny, a twarde zapewnienia, że o szwedzkiej polityce nie będę decydować ani skrajan lewica, ani prawica, okazały się po prostu nieskuteczne. Bo choć udało się odizolować Szwedzkich Demokratów, to jednak los rządu Stefana Lövfena zależał od stanowiska Vänsterpartiet.

Mamy więc kuriozalną sytuację: rząd socjaldemokratyczny (wraz z niedobitkami z Partii Zielonych) realizować będzie politykę podyktowaną przez partie opozycyjne (Centern plus Liberałowie), w dodatku w oparciu o budżet Moderatów i Chrześcijańskich Demokratów. Takiej sytuacji jeszcze w Szwecji nie było. Jak wyraził się dosadnie jeden z komentatorów, socjaldemokraci (”wraz z komunistyczną wycieraczką Vänsterpartiet”) nagle okazali się gotowi wspierać politykę, która obejmuje między innymi: obniżone podatki, rezygnację z innych podatków, zaostrzone prawo pracy, zwiększony RUT, wymóg testu językowego dla ”nowych” obywateli (który jeszcze nie tak dawno uznawano jako środek rasistowski) i cały szereg innych… Wszystko kwestie, które od lat są głównymi problemami lewicy. Skąd zatem ta gotowość na kompromis?

To kuriozum to oczywiście efekt wcześniejszego pata wyborczego, gdy obydwa bloki zyskały tę samą ilość głosów w parlamencie (plus decydujący w każdej alternatywie głos Szwedzkich Demokratów), ale – przede wszystkim – zadziwiającemu uporowi Partii Centern i Liberałów. Tylko jak to wytłumaczyć wyborcom?

Wyborcy Socjaldemokratów muszą uważać, że warunki podyktowane przez Annie Lööf i Jonasa Björklunda to zdrada podstawowych wartości, wyborcy Centern i Liberałów za zdradę uważają porozumienie, które dopuściło Lövfena do rządów (tym bardziej, że pod hasłem zmiany ”złej władzy” i nieudolnego premiera szli do wyborów), wyborcy Vänsterpartitet też czują się oszukani, bo nie bardzo wiedzą, na jakie kompromisy z Socjaldemokratami poszła ich partia (bo mają one klauzulę tajną – co też jest ewenementem w polityce szwedzkiej) pozwalając Lövfenowi na zostanie premierem… Oszukani i rozgoryczeni czują się także wyborcy Moderatów i KD, bo nie tak miała wyglądać rzeczywistość powyborcza.

By to kuriozum było bardziej kuriozalne Lööf pomagając Socialdemokratom objąć rządy, obiecała, ”że C nigdy nie stanie się kołem wsparcia dla S”, będzie ”konstruktywną opozycją”, ale także zakceptuje warunki migracji rodzinnej, które – uważają specjaliści – będę miały zdolność całkowitego wysadzenia szwedzkiego dobrobytu w powietrze.

Również i Vänsterpartiet zapowiedziało, że będzie „w opozycji”, co razem grozi, że rząd Lövfena albo będzie spraliżowany, albo szybko padnie.

Największymi przegranymi tej układanki są Annie Lööf i Jan Björklund – to ich partie najwięcej straciły na tych dziwnych przepychankach. Ale stracili niemal wszyscy, bo zaufanie do polityków spadło do rekordowego niskiego poziomu.

Pierwszy sprawdzian już niedługo, podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Okaże się wtedy, czy główni winowajcy przetrwają.

„Wreszcie!” (Äntligen!) – wykrzykiwał sarkastycznie dziennikarz Gert Fylking, gdy komitet noblowski ogłaszał laureatów literackiego Nobla. Pewnie tak samo zareagowałby, gdyby usłyszał, że Lövfen został znowu premierem… (ngp)

Foto: Wikimedia

Kommentera