ZYGMUNT BARCZYK: Akcja na rzecz marzeń. Przypadek Hammarby sjöstad

Brzydka przemysłowa dzielnica stała się efektowną przyśródmiejską dzielnicą, pomyślaną jako wizytówka przyjaznego środowisku i walczącego z globalnym ociepleniem Sztokholmu. Mowa jest o Hammarby sjöstad, celu pielgrzymek ekologów skuszonych propagacją dzielnicy, jako swoistego „wzorca metra” dla podobnych działań miejskich gdzie indziej.

 

Szwecja jest zbyt mało liczebnym krajem na to, by praktyka proekologicznych działań mogła przynieść znaczące efekty dla globalnego klimatu, jednakowoż image tego kraju bazuje na przekonaniu o własnej perfekcji w tworzeniu proekologicznych technologii. I trzeba to zrozumieć. Chodzi o promowanie w świecie szwedzkich innowacyjnych firm i budowanie „eksportowego” wizerunku wokół polityki miejskiej uczulonej na cele ekologiczne. I to się opłaca, jako że przekłada się na zwiększony eksport produktów i usług na rzecz ochrony środowiska. Dochodzą wyróżnienia. W 2010 roku Sztokholm otrzymał nagrodę Unii Europejskiej jako European Green Capital, za wysiłki na rzecz zurbanizowanego życia w duchu eko-miasta.

Zbudowane na obszarze 200 hektarów Hammarby sjöstad, pomyślane było początkowo jako przedsięwzięcie rewitalizujące dawną strefę przemysłową w pobliżu przyjeziornego kanału i doków starej stoczni. Intencją zmiany była budowa obiektów sportowych z myślą o Igrzyskach Olimpijskich w 2012. Kiedy wybór padł na Londyn, rajcy sztokholmscy postanowili wykorzystać pozytywny ferment związany z tą strefą miasta i zbudować eko-miasto dla 25 tys. mieszkańców.

Prace zaowocowały projektem zwanym dziś “modelem Hammarby”.[i] Warto  o nim mówić bo okazał się wzorcowym przykładem dyktatu architektów i urbanistów wyręczających mieszkańcow w szukaniu dobrych rozwiązań. Zakładał budowę kompaktowego miasteczka poprzez integrację wszystkich systemów składających się na infrastrukturę techniczną, społeczną, budowlaną, komunikacyjną, z wkomponowaną “zieloną” tkanką różnego typu rozwiązań rekreacyjnych. Systemowe rozwiązania założono też dla przepływu energii, wody i odpadów. Wszystko przemyślane i zaplanowane od ”pierwszej kreski na desce kreślarskiej”.

Formalnie osiedlem zarządza Miasto Sztokholm. Po jego wybudowaniu, “model Hammarby” oznacza przede wszystkim zintegrowane zarządzanie owymi systemami przy użyciu parametrów świadczących o budowaniu miasta inteligentnego. To kolejna modna etykietka przyklejona do tego przedsięwzięcia. Pojęcie to ( po angielsku: smart city) zrobiło w ostatnich latach zawrotna karierę i każde szanujące się nowoczesne miasto chce być za takie uważane. A co dopiero metropolitalny Sztokholm.

Inteligencja miasta oznacza w praktyce sążniste wykorzystanie technik internetowych i ekologicznych na rzecz stworzenia standardów zamieszkania i życia, które nie będą obciążać środowiska ani pozyskiwać nieodnawialnych zasobów równie zachłannie jak dotąd. Chodzi też o otwarcie się na nowy styl życia miejskiego, nowe wzory konsumpcji, mniej żarłocznej w wielu aspektach, ale to zostawmy na inne rozważania.

Co zrobiono w Hammarby Sjöstad? Opracowano mierniki zużycia energii jak i wyznaczono mierzalne cele w postaci oczekiwanej obniżki zużycia zasobów do wytwarzania ciepła, przy jednoczesnym żądaniu zwiększenia w nim udziału zasobów odnawialnych. Użycie bioenergii i energii pozyskiwanej z odpadów założono na wyższym niż średni poziom dla Szwecji. Zastosowane zostały najnowsze znane technologie utylizacji wody, jak i najnowsze rozwiązania w zakresie przechwytywania i pożytkowania wody deszczowej (storm water system). Gospodarka odpadami oparta jest tam na spektakularnym “próżniowym” systemie transportu sortowanych odpadów śmieci prowadzonych kanałami wprost z gospodarstw we wszystkich mieszkaniach. A trzeba wiedzieć, że dzieje się to w gęsto zabudowanej dzielnicy 4 i 5 piętrowych domów wielorodzinnych. Część odpadów wykorzystywana jest do produkcji lokalnego ciepła. Podwórka kwartałów utworzonych przez wielorodzinne domy są lokalnymi parkami a nawet ogrodami. Przez środek Hammarby płynie kanał. Liczne drewniane deptaki obramowują założone od podstaw szuwary, co czyni całość miłą, wręcz romantyczną odmianą  “Małej Wenecji”.

Intencją polityków i urbanistów było stworzenie wybiegającego pomysłami w przyszłość “Miasta Młodych” ( choć ambicją na początku był melanż roczników), zamieszkałego przez uświadomionych ekologicznie, nieźle przy tym uposażonych, dynamicznych młodych ludzi. Koszty zamieszkania, nawet jak na Sztokholm, są tam wysokie. Założono, że świadoma wyjątkowości tego miejsca społeczność sama podejmie inicjatywy, które umocnią cechy wspólnoty gustującej w proekologicznym stylu życia. W umysłach projektodawców pojawiła się nie tylko kompletna wizja promocji najnowszych szwedzkich proekologicznych technologii, ale i stworzono obraz “idealnej społeczności”, która do wymyślonego eko-miasta miała pasować jak ulał. Robiono wszystko z myślą o tych, którzy tam będą mieszkać, co oznacza że w praktyce pomyślano i za nich. Oczekiwano, że Hammarby Sjöstad będzie wzorowym przykładem do pokazania światu, jak się za takie rzeczy należy zabierać.

I tu pies pogrzebany, jak zwykle dzieje się z psami w takich razach.

Wymyślono nawet coś w rodzaju węzłowego punktu w osiedlu dla wzmocnienia tzw. interakcji społecznej. Stworzono mianowicie Glashus Ett, ośrodek społeczny, gdzie zarządzcy, wraz z mieszkańcami i wizytującymi eko-miasto, mogliby wymieniać swoje doświadczenia. Ośrodek ten miał stanowić witrynę transparentnego zarządu miasta na tym terenie. Tymczasem, okazało się, że mieszkańcy nie kwapią się do aktywnego uczestniczenia w wymianie pomysłów na lepsze życie “w ich grodzie, jak i w ich zagrodzie”, nie funkcjonują też w praktyce kanały promocji pożądanych zachowań. Całość zdaje się okrywać mgła anonimowości i pasywności.

Dojrzałość społeczną dobrze opisują więzi międzypokoleniowe, brak barier statusowych, otwarcie na sąsiadów. W Hammarby Sjöstad popełniono błędy już na poziomie wstępnych przymiarek. Separowano i to już na etapie planistycznym, starych od młodych, niepełnosprawnych od sprawnych, itd.

Z biegiem lat, wobec dramatycznego braku mieszkań w Sztokholmie, zabudowa Hammarby Sjöstad ulegała, i ulega nadal, kolejnemu rozszerzaniu i zagęszczaniu. Miasto się rozprzestrzenia i, mimo sprawnej komunikacji tramwajowej i autobusowej, rośnie liczba aut okrążających rdzeń osiedla ( czego nie równoważą coraz lepsze dróżki rowerowe). Większa skala miasta wyraźnie nie sprzyja postawom proekologicznym w tym miejscu.

Decydujący dla fiaska „idealnego eko-miasta” okazał się mierzalny ale nierealistyczny cel w postaci kwot zużycia energii. Cel: 60 KWh na m2 w ciągu roku, spotkał sie od razu z krytyką budowlańców, którzy twierdzili, że jest zbyt wyśrubowany i nierozumny, jako że aż tak radykalne działanie na rzecz oszczędności energii musiałoby się odbyć kosztem komfortu mieszkańców. Konfliktu racji nie rozwiązano, stąd i budynki mieszkalne, chętnie zasiedlane, nie spełniają oczekiwań co do skali oszczędności energii. Mimo, że zużycie energii w budynkach mieszkalnych wynosi tam 115 KWh na m2 i rok ( przy średnim szwedzkim zużyciu 140 KWh) to i tak jest ono zbyt duże, by moc mówić o standardzie wedle wymogów inteligentnego eko-miasta. Poza tym, nie sprzyja oszczędności energetycznej stosunkowo duża powierzchnia mieszkań w przeliczeniu na mieszkańca. Nie mówiąc o tym, że wzory konsumpcji wśród mieszkańców nie różnią sie od tych, które znamionują inne zasobne gospodarstwa Sztokholmu. Stąd i „odcisk ekologiczny” nie odbiega od tego, jaki jest udziałem mieszkańców większości bogatych miast Zachodu. Josefin Wangel, badaczka z Kungliga Tekniska Högskolan, uważa że gdyby wszyscy na naszym globie żyli tak jak mieszkańcy Hammarby Sjöstad, nie tylko że negatywny odcisk na klimacie nie byłby mniejszy ale i zagrożenie dla klimatu zwiększyłoby się wydatnie.[ii]

Okazuje się również, że, będący dumą autorów projektu eko-miasta, zamknięty system infrastruktury różnego typu i względnie zamknięty układ  przepływów energii, wody, ścieków i odpadów (będący de facto kwintesencją technicznych walorów projektu Hammarby), pozostaje wciąż wzorem a nie obrazem rzeczywistości.  Bierze się to i z tego, że wiele z innowacji tam zastosowanych pochodzi z końca XX wieku. Wtedy kreślono systemy w wersji kompletnej. Wielkie systemy mają zwykle to do siebie, że nie pozwalają na elastyczne, połowiczne zmiany, które zarazem nie naruszałyby funkcjonowania całości. Tymczasem, przydałyby się mniejsze kompatybilne systemy zapewniające elastyczną ewolucję pomysłów technologicznych.

Ten, jak i wyżej zamarkowane przykłady, pokazują jak trudno jest zrealizować  zdawałoby się atrakcyjne i efektowne zmiany (a i efektywne w zamiarze), by odpowiadały temu, co spinamy klamrą eko- miasta, jako marzenia o dobrym życiu w mieście. Okazuje się, że projekty natrafiają wciąż na tyle barier o charakterze i mentalnym i ekonomicznym, że proces “nakierowywania” miast na zrównoważony, proekologiczny wzrost, natrafia na więcej przeszkód niż oczekiwano.

Ale marzyć trzeba. Ucieczka jest tylko do przodu.

Zygmunt Barczyk

[i] http://www.thenatureofcities.com/2014/02/12/hammarby-sjostad-a-new-generation-of-sustainable-urban-eco-districts/ )
[ii] http://www.sjostadsliv.se/hammarby_news/hammarby-sjostad-ar-ingen-hallbar-stadsdel/ Manuskript till kapitlet ”Hur hållbara är Hammarby sjöstad och Norra Djurgårdstaden?” i Teleman, H., Caldenby, C., Ullstad, E., von Platen, F. (Red.) 2013. Hållbarhetens villkor. Arena: Malmö, Sweden.

Kommentera