WYWIAD: Inspiracje są wokół nas

Z pisarzem Łukaszem Wierzbickim rozmawia Ewa Korolczuk

Jeśli nie znasz nazwiska Łukasza Wierzbickiego, to być może czas się z nim zapoznać, jest on obecnie jednym z najbardziej popularnych pisarzy książek przygodowych dla dzieci i młodzieży w Polsce. W roku 2000 Wierzbicki zebrał i opracował reportaże Kazimierza Nowaka z jego podróży do Afryki, „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, którą Ryszard Kapuściński uznał za klasykę polskiego reportażu. Inne znane pozycje to „Afryka Kazika”, „Dziadek niedźwiadek”, w tej ostatniej autor przybliżył czytelnikom losy niedźwiedzia Wojtka z Armii Andresa. Opowieści przygodowe z Mongolli i Chin byly następnymi pozycjami książkowymi autora. W 2017 roku „Afryka Kazika” oraz „Dziadek i niedźwiadek” znalazły sie na liście obowiązkowych lektur szkolnych w klasach 1-3 szkół podstawowych. A wszystkie cztery powieści Wierzbickiego znalazły sie na liście lektur rekomendowanych przez Radę Literacką Fundacji „Cała Polska czyta dzieciom.” Z pewnością usłyszymy o Wierzbickim w przyszłości ponieważ pisanie powieści przygodowych dla dzieci i młodzieży nie przestaje go pasjonować. Nastepna książka ”Wokół świata na wariata” będzie gotowa, najprawdopodobniej w przyszłym roku,  a co ciekawe, jeden z jej pierwszych  rozdziałów rozgrywa się w Szwecji… zaczyna na Möllevångsgatan 14 w Malmö, a kończy w Matfors nad jeziorem Väster Rännöbodsjön…

 

Jak rozpoczęła się Pańska przygoda z pisaniem?

Ona zaczynała się kilka razy. Po raz pierwszy, gdy jako sześcioletni chłopiec zacząłem czytać książki i zapragnąłem sam je tworzyć. Wypełniałem zeszyty w kratkę przeróżnymi historiami, byli tam rycerze, były okręty, dinozaury i ufoludki. Wszystko, co tylko byłem w stanie wymyślić. Potem nie było już tak kolorowo. Poszedłem do szkoły, na studia, do pracy. Po latach wróciłem do mojej pasji z dzieciństwa. Moja pierwsza książka (Afryka Kazika) ukazała się, gdy miałem 33 lata. Jednak nawet wtedy nie myślałem o sobie, jak o pisarzu. Zacząłem czuć się „pisarzem”dopiero po wydaniu trzeciej książki.

Skąd wziął Pan inspirację do poszczególnych postaci książkowych – jeszcze raz, także o niedźwiedziu Wojtku?

Nie byłbym pisarzem, gdyby nie tematy moich książek, gdyby nie ich bohaterowie. O Kazimierzu Nowaku, który stał się pierwowzorem „Kazika” dowiedziałem się od mojego Dziadka. O niedźwiedziu Wojtku, który służył w Armii Andersa wspomniała mi sąsiadka podczas pogawędki „przy herbatce”. O Benedykcie Polaku, pierwszym polskim podróżniku, który w XIII wieku dotarł na dwór Wielkiego Chana, władcy Imperium Mongolskiego, usłyszałem od przyjaciela. Kolejnych historii nie musiałem szukać nigdzie daleko, jakoś same mnie znajdywały… i za każdym razem słyszałem w głowie dzwonek alarmowy: „Pisz książkę, nie przegap tego, musisz się tą historią podzielić!”. Inspiracje są wokół nas. Trzeba tylko dobrze rozejrzeć się, nastawić uszu…

W jaki sposób pracuje Pan na codzień, co dla Pan jest bodźcem umożliwiającym, ułatwiającym pisanie? Jaki mam Pan zazwyczaj plan dnia?

Mam, na pół roku do przodu, bardzo precyzyjnie zaplanowany kalendarz… jeśli chodzi o spotkania i warsztaty z dziećmi. Wiem na przykład, że tego i tego dnia w listopadzie będę tu albo tam i opowiem dzieciom w szkole lub bibliotece o tym albo tamtym. Jeśli jednak chodzi o pisanie, tu nie mam żadnego rygoru, ani harmonogramu. Sam narzucam sobie jakiś rytm, staram się sam siebie mobilizować do tworzenia kolejnych opowieści. Pracuję w każdej wolnej chwili, najczęściej wieczorami – ułatwieniem jest to, że nie mamy w domu telewizora. Czasem pomysły przychodzą do głowy, gdy stoję na czerwonym świetle lub gdy zasypiam późną nocą w łóżku… staram się je uchwycić, zapamiętać, spisać. Dzień po dniu mozolnie układam z nich moje opowieści.

Czy rodzina i dzieci są także źrodłem inspiracji? Na przykład Astrid Lindgren zaczęła pisać dopiero kiedy znalazła oparcie w rodzinie. Czy jest to ważne dla pisarza?

Rodzina jest dla mnie inspiracją w ogóle. Nie tylko do pisania książek. Dziś synowi oczywiście są pierwszymi czytelnikami moich historii i dedykuję im swoją pracę. Tak było z ostatnią książką. Gdy jechałem odwiedzić Olka Dobę, by wysłuchać jego opowieści, zabrałem z sobą starszego syna Jonasza, lat 7. Słuchał z nie mniejszym od mojego zainteresowaniem. Gdy z kolei nasz młodszy syn Jeremi, lat 5, startował w rajdzie rowerowym, narzekał, że nie ma ochoty nigdzie jechać. By odwrócić jego uwagę, zacząłem opowiadać mu kolejne przygody Olka Doby, te nad którymi akurat pracowałem. „Tak, spotkał rekina, i co jeszcze?” – dopytywał Jeremi. Słuchał kolejnych opowieści i jechał przed siebie. Słuchając zapomniał, że nie miał na jazdę rowerem ochoty. To był dla mnie sygnał, że przygody Olka Doby są dla dziecka interesujące.

Z jakim odzewem spotkał się Pan wśród czytelników polskich?

Moje historie, ta o Afryce i Kaziku, ta o niedźwiedziu Wojtku, ale nie tylko, pozostałe również, spotkały się z entuzjazmem, jakiego w życiu się nie spodziewałem, jakiego nie śmiałbym w najzuchwalszych marzeniach oczekiwać. Nieświadomie, a może raczej instynktownie, trafiłem w dziesiątkę z pomysłem popularyzacji wśród młodych Czytelników polskich i prawdziwych historii. Afryka Kazika oraz Dziadek i niedźwiadek znalazły się na liście lektur, a to znaczy, że książki te czytają dzieci w każdej lub prawie każdej polskiej szkole.

Z jakim odzewem za granicą? Jakie wspomnienia ma Pan z ostatniego pobytu w Szwecji?

Moje książki są też popularne wśród Polonii. Myślę, że to z uwagi na ich „polskość” i ten romantyczny pierwiastek w nich zawarty. Gościłem już w polskich szkołach w Holandii, Szwajcarii, Irlandii, we Włoszech, na Litwie, Łotwie, a nawet w Australii. Cieszę się, że dotarłem z moimi opowieściami także do Szwecji. To była wizyta pełna radości i entuzjazmu, tak z mojej strony, jak i po stronie gospodarzy. Niesamowite, jak szybko udało mi się nawiązać dobry kontakt z dziećmi, uczestnikami spotkania. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu przyjadę, być może z nowymi opowieściami.

Plany na przyszłość?

Pracuję od trzech już lat nad książką „Wokół świata na wariata”. To będzie też prawdziwa historia i znów retro. Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz w 1926 roku spakowali kilogram jabłek, słoik kiszonych ogórków i wyruszyli w podróż dookoła świata. Zrobili to, objechali świat dookoła i wrócili do Polski z małpą i własnym samochodem. Książka będzie gotowa, mam nadzieję, w przyszłym roku i może na razie nie będę zdradzał nic więcej, poza tym, że jeden z pierwszych jej rozdziałów rozgrywa się w Szwecji… zaczyna na Möllevångsgatan 14 w Malmö, a kończy w Matfors nad jeziorem Väster Rännöbodsjön.

Jaki pisarz jest dla Pana źródłem inspiracji?

Czytam nieustannie, bardzo różne książki, reportaże, klasykę literatury, książki historyczne, popularno-naukowe, fantastykę… Bywa, że znajduję w książkach coś, co przykuje moją uwagę, choć jednocześnie staram się nie inspirowaćnadto innymi autorami. Staram się, by moje książki były moje, szukać własnego stylu, oryginalnych pomysłów na przekazanie tego, co chcę przekazać. Z pisarzy, którzy bez wątpienia wywarli na mnie orgomny wpływ to Tiziano Terzani, włoski reportażysta i Joseph Campbell, autor niesamowitej książki „Bohater o tysiącu twarzy”.

Kommentera