Turek koło Turka, Polaka z dala od Polaka…

Czy prawdą jest to, że czujemy się bezpiecznie mieszkając w pobliżu naszych rodaków? Jeżeli przyjrzeć się statystykom to rzeczywiście tak to wygląda. W Sztokholmie są dzielnice, w których aż 10-17% mieszkańców-imigrantów pochodzi z tego samego kraju. Polacy zdecydowanie mniej lubią taką „integrację”, ale najwięcej „naszych” mieszka w komunie Botkyrka: około 1500 Polaków.

 

Szwedzcy politycy z przekonaniem mówią o polityce integracji imigrantów. Idealnym rozwiązaniem byłoby gdyby można było wymieszać wszystkich cudzoziemców z rodowitymi Szwedami a tym samym zapobiec tworzeniu się osiedli, w których dominującą część mieszkańców stanowią imigranci. Założenie piękne, ale rzeczywistość jest bardziej brutalna.

Duży Sztokholm to dobry przykład na wszystkie błędy jakie do tej pory zrobiono w polityce integracyjnej. Z jednej strony mamy getta imigrantów (Rinkeby, Akalla, Tensta, Husby, Kista, Fittja, Alby, Norsborg, Upplands Väsby, Tveta/Hovsjö w Södertälje) z drugiej getta szwedzkie jak Djursholmen. Ale zła polityka to tylko jedna z przyczyn, dla których imigranci mieszkają w tych samych osiedlach co ich rodacy. To bardzo często świadomy wybór! W głównej mierze dotyczy to przybyszów z Iranu, Iraku, Turcji i Somalii. Niemal co czwarty z  mieszkańców Hovsjö (dzielnicy Södertälje) to Irakijczyk, w sąsiedniej dzielnicy Ronna to około 20%. Irańczycy stanowią największą grupę mieszkańców dzielnic Akalla, Kista i Husby, a przybysze z Turcji upodobali sobie Fittję, Rinkeby i Norsborg. W komunie Botkyrka mieszka ich około 4000. Z kolei Somalijczycy to przede wszystkim mieszkańcy Rinkeby, Tensta i Husby.

Polacy nie są tacy chętni do mieszkania koło innych Polaków, co nie oznacza, że nie zmusza ich do tego sytuacja. Przede wszystkim sytuacja na rynku mieszkaniowym. W przypadku ostatnich fal imigracji zarobkowej wybór miejsca zamieszkania uzależniony jest od wolnych miejsc, gdzie można wynająć mieszkanie… często właśnie w dzielnicach zdominowanych już przez cudzoziemców. Stąd najczęściej osiedlamy się w komunie Botkyrka, w dalszej kolejności są komuny Haninge, Huddinge, Sundbyberg i Solna.

Badania socjologiczne przeprowadzone wcześniej wskazywały na to, że Polacy z reguły nie chcą mieć za sąsiadów innych Polaków. W odróżnieniu np. od grupy tureckiej, gdzie bardzo często całe wielkie klany i wsie chcą mieszkać blisko siebie. To rodzi bowiem poczucie bezpieczeństwa, a ponadto ułatwia życie: w centrum Fittji wszystkie sklepy i urzędy posiadają personel mówiący po turecku, co powoduje, że nie trzeba uczyć się szwedzkiego. Na dobre i na złe.

Ale jak twierdzi Roger Andersson z uniwersytetu w Uppsali, który prowadził kilka lat temu badania dotyczące integracji imigrantów w Szwecji, decydująca jest jednak oferta mieszkaniowa. „Dla imigrantów otwarte są jedynie nieliczne osiedla, w pozostałych nie ma szansy na znalezienie mieszkania, jeżeli ktoś jest uchodźcą i żyje na zasiłkach”. Mimo to, podkreśla Andersson, w Szwecji nie ma takich gett jak w innych krajach Europy Zachodniej. Rzeczywiście – by zrozumieć na czym polega problem getta nie trzeba jechać do Stanów Zjednoczonych – wystarczy trafić na przedmieścia Paryż. By zrozumieć, o czym mowa warto przypomnieć artykuł Theodore Dalrymple w miesięczniku „Axess” (nr 4, maj 2009) o „Nieludzkim Le Corbusier”, architekcie i urbaniście, który swoimi pomysłami doprowadził do totalnej katastrofy systemu społecznego. To właśnie on był autorem pomysłu budowania gigantycznych betonowych osiedli, które wkrótce stały się mejscem zamieszkania przede wszystkim imigrantów. „Jeśli nie byłoby Lenina, Stalina, Hitlera, Mao lub Pol Pota, to z pewnością Le Corbusiera można by zaliczyć do największych potworów XX wieku – pisze Dalrymple. – Miejsce Le Corbusier bardziej jest w księgach dotyczących historii kyminalistyki niż historii architektury”. Artykuł warty polecenia, bo wiele mówiący o problemach społecznych, które obserwujemy także w Szwecji.

Sztokholmska specyfika nie jest jednak tak dramatyczna jak w Paryżu. Komuna Botkyrka, to przecież nie najgorsze miejsce na ziemi, ba, można by powiedzieć, że pod wieloma względami bardzo dobra. Imigranci, a także tak licznie mieszkający tutaj Polacy, nie mają źle: to komuna znana z liberalnej polityki wobec wielokulturowości, bo ponad 50% mieszkańców ma cudzoziemskie pochodzenie. To jedna z najlepszych gmin w Szwecji, w której działa nauczanie języka ojczystego, w bibliotekach są ciągle kupowane i dostępne polskie książki.

Wiele lat temu w sztokholmskiej Nowej Gazecie Polskiej ukazał się artykuł „Polski wstyd”. Dotyczył m.in. relacji między „starymi” i „nowymi” Polakami, którzy osiedlili się w Szwecji. Był rok 2003, tuż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej:

„Pojęcie ”getta” kojarzy nam się fatalnie: Polak to nie nasz naturalny przyjaciel, a raczej konkurent i wróg. Lepiej więc mieszkać od niego z daleka. Polak Polakowi robi złą opinię, a najgorzej gdy ktoś pomyli nas z Polakami z Kraju! A przecież MY i ONI to dwie różne nacje. Ta lepsza część – mówią ci na emigracji – już dawno wyjechała z Polski, by robić karierę za granicą; ci gorsi zostali w Kraju. W Polsce mówią to samo… tylko odwrotnie: PRAWDZIWI Polacy zostali w Kraju. Życie Polaka na obczyźnie nie jest więc łatwe”.

Od tego czasu zmieniło się wiele. Co prawda nadal nie chcemy mieszkać koło innych Polaków, ale te stare podziały mają dzisiaj nieco inny wymiar. Może dlatego, że coraz mniej jest tych „starych”, a coraz więcej „nowych”. I po prostu ci „nowi” wielokrotnie szybciej potrafią zbudować swoje życie w Szwecji na przeciętnym poziomie, niż wcześniejsze fale polskich emigrantów”. (st.s)

Lämna ett svar