ALEKSANDER KWIATKOWSKI: Polskie seriale

Jest ich legio, szczególnie w popularnej wersji telenoweli. Ale jedyne, moim zdaniem dające się oglądać, to seriale rekonstruujące zaszłości II wojny światowej, hitlerowskiej okupacji Polski, ruchu oporu. I tak było zawsze, gdy do najlepszych seriali, jeszcze za komunizmu, zaliczaliśmy ”Polskie drogi” i ”Stawkę wiekszą niż życie”.

 

Aktualnie kanał TVPolonia pokazuje dwa tego rodzaju seriale. Tylko jeden z nich (emitowane w soboty ”Wojenne dziewczyny”) jest produkcją najnowszą, tegoroczną, mimo, że kanał na ogół bazuje na powtórkach. A typowa musztarda po obiedzie, co bynajmniej nie zmniejsza walorów serialu, szczególnie dla tych, którzy – jak niżej podpisany – nie mieli okazji obejrzeń go wcześniej, to ”Czas honoru”, tasiemcowy serial składający się z blisko 80-ciu 45-minutowych odcinków (emitowanych wyłącznie wczesnym rankiem) w środy, czwartki i piątki.

Oba w.w. tytuły maja szereg podobieństw – instytucjonalnych i strukturalnych. Łączą ich osoby producentów (Michał Kwieciński) i niektórych reżyserów (Michał Rogalski). Obydwa – co cechowało także w swoim czasie ”Polskie drogi” – mają ambicje ukazania okupacyjnej codzienności w miarę wszechstronnie. To dotyczy np. obu stron warszawskiego muru, dzielącego mieszkańców getta od strony aryjskiej. Wspólna cecha strukturalna to obfitość powiązanych ze sobą i przeplatających się w narracji licznych wątków. Znajdujemy tu walkę podziemia z tropiącymi ruch oporu niemieckimi agendami SS/Gestapo i Abwehry (wywiad wojskowy). O ile w ”Czasie honoru” role Niemców obsadzone są przez aktorów polskich, mówiących konsekwentnie po polsku (wyjątek zrobiono dla Magdaleny Cieleckiej, grajacej w cz. V-ej wysokiego oficera UB w cywilu, później ministra SW, mówiącej przez telefon z NKWD po rosyjsku), w czym musimy domyślać się użytej tu dla wygody widza ’lingua franca’, o tyle w ”Wojennych dziewczynach” zadbano o dialogi po niemiecku, co prawda zagłuszane przez wszędobylskiego lektora (co jest irytującą cechą wszystkich polskich telewizyjnych emisji), nie mówiąc już o nakładających się na siebie napisach polskich (dla nie słyszących) i angielskich (dla cudzoziemców).

Obydwa seriale to oczywiście fabularna fikcja, korzystająca jednak luźno z szeregu autentycznych wydarzeń, jak zamach AK na gen. Kutscherę, jak atak AL na Café Club, jak dostarczenie przez polskie podziemie dowodów niemieckiej działalności rakietowej w Peenemünde i gdzie indziej, jak intryga kulminująca w moskiewskim procesie 16-u, jak działanie – jeszcze od czasów przedwojennych – polskiego wywiadu wojskowego dla złamania szyfrów i kodów niemieckiej maszyny Enigma, wreszcie jak pobyt (i rozmowy) w tej samej komunistycznej celi Kazimierza Moczarskiego z Jurgenem Stroopem. Te fakty są oczywiście przetworzone, niekiedy nie do rozpoznania, co jest oczywistym prawem gatunku fabularnego. W dodatku wydarzeń tego typu jest nieco za dużo, więcej niż w rzeczywistości, gdy akcje anytyniemieckie ograniczała groźba masowego odwetu w postaci egzekucji licznych zakładników. Tu AK już nie stoi z bronią u nogi, trup niemiecki pada gesto. To też w zgodzie z prawami fabularnej fikcji i dbałością o rozrywkę dla widza.

Równie rozbudowany jest motyw polskich zdrajców i donosicieli, nie tylko szmalcowników tropiących ukrywających się Żydów, także ochotniczych łowców nagród, współpracujących z Gestapo i Abwehrą, także Volksdeutschów czy spolszczonych Niemców odkrywających swą dawno-nową ojczyznę, infiltrujących struktury podziemne.

Inny częsty wątek to rywalizacja Gestapo z Abwehrą, niekiedy obracająca się na korzyść polskiego podziemia.

Seriale nie unikają również pokazywania obecności w okupowanej Polsce partyzantki komunistycznej, GL- i AL-owskiej, niekiedy działającej pod kierownictwem brutalnych i bezwzględnych agentów Kominternu. Tu powraca znana teoria dwóch wrogów.

Ale po odc. 51 ”Czas honoru” nagle fika dramaturgicznego kozła – pewnie ze względów produkcyjnych i/lub finansowych. Nie można było ciągnąć detalicznych wydarzeń wszystkich miesięcy i lat wojny w nieskończoność, i serial, z początkiem V części (każda po 13 odcinków) skacze dwa lata naprzód. Zapewne m.in. z tego powodu zabrakło powstania w getcie warszawskim, a także powstania warszawskiego (t.o. pokazano w uzupełniającej cz.VIII powstałej kilka lat później) i nagle znajdujemy się w opanowanej już przez Sowietów Polsce. Twórcy nie mieli tu takich problemów jak adaptatorzy ”Kolumbów” Romana Bratnego za komunizmu, gdzie trzecia część trylogii, ukazująca krytycznie wprowadzanie komunizmu (możliwa tuż po październiku 1956), w serii TV się nie pojawiła.

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar