ZYGMUNT BARCZYK: Stambuł Orhana Pamuka

Stambuł to największe miasto Europy. Co roku przyrasta o kolejne pół miliona mieszkańców. Rozpostarty na dwóch kontynentach, mieści w sobie Wschód i Zachód.  Miasto-świat. Od zawsze strategicznie ważny, rozlokowany wzdłuż Bosforu, cieśniny łączącej Morze Czarne z Morzem Marmara. Europejski i nieeuropejski zarazem. Pomieszcza w sobie Bizancjum ( jako Konstantynopol), otomańską potęgę, jest też bastionem nowej Turcji pod Ata Turkiem, europeizującym się poprzez turecki nacjonalizm. Islam, chrześcijaństwo, świeckość. Wiele światów naniesionych na stambulski palimpsest.

Dla Orhana Pamuka, pisarza – noblisty, Stambuł jest miastem wyjątkowym:

„ Czasem myślę że jestem pechowcem, bo urodziłem się w Stambule przysypanym przez popioły i ruiny imperium, nijakim od smutku, ubóstwa i udręki. Ale jakoś głos wewnętrzny podpowiada mi jednocześnie, że może właśnie dlatego jestem szczęściarzem”.

Orhan Pamuk opisuje swoje życie w Stambule, jak i życie Stambułu, które biegnie w nim samym. Czyni to w dwóch książkach. W pierwszej z nich: „Stambuł. Wspomnienia i miasto” ( wydanie polskie: Wydawnictwo Literackie 2008), zaprasza do osobistej wędrówki szlakami miasta i tropem zdarzeń ze swego życia. W biograficznej wędrówce po mieście, przywołuje często ruiny, jako pamięć świetności miasta. Dziś będące „muzeami nie istniejącej już kultury”. Zabiera czytelnika w krajobrazy umierającej cywilizacji, garnącej się ku nowoczesności, skupionej jednak bardziej na desperackim uwalnianiu miasta od przeszłości niż na pożytkowaniu nowości. Ruina, rozpad, melancholia, oto decorum miasta, które tkwi w głowie autora a on tkwi w tak udrapowanym pejzażu miasta.

Sułtani, ich wezyrowie i książęta, często zmieniali swe siedziby. Ze strachu przed gruźlicą opuszczali słynną dziś mekkę turystów- Topkapi. Dążąc do większego komfortu europeizowali się, osiedlali się na wzgórzach nad Bosforem. W XVIII i XIX wieku powstawały nowe dzielnice, zamożne i mniej zamożne, dobrze znane  Pamukowi i jego rodzinie, jak chociażby, przywoływana przez niego Nisantasi. Płonęły, zapadały w ruinę, w ich miejsce powstawały nowe. Jeszcze rodzice Pamuka  pamiętali pożary w czasie, kiedy osmańscy paszowe uchodzili w cień a ich pałacyki obracały się w ruinę.

Stambuł Pamuka zatopiony jest w „ stalowoszarym półmroku”(s.51), Takim właśnie wydaje się Autorowi bliższy niż kolorowy świat zewnętrzny. Pamuk lubi przejmujący smutek „stambułskiej faktury”.

„ Stambuł wydał mi się miastem czarno-białym, ponieważ jego uroda i historyczna wielkość nie mogły przebić się na powierzchnię, przykryte ubóstwem, starością i zaniedbaniem. Nawet najwspanialsza architektura osmańska ma w sobie skromność i prostotę świadcząca o tęsknocie za dawnym imperium, przypominającą o bolesnej kapitulacji wobec poniżającego naporu Europejczyków i wobec odwiecznej biedy, do której trzeba się przyzwyczaić jak do nieuleczalnej choroby. To właśnie tą rezygnacją żywi się zamknięta w sobie dusza Stambułu” ( s.61)….

„… Stambułczycy z moich czasów unikają jaskrawej czerwieni, pomarańczy, czy zieleni, tak lubianych przez bogatych i dumnych przodków….jakby mówili:” Tak należy opłakiwać miasto, które od stu pięćdziesięciu lat chyli się ku upadkowi”.” (s.62)

Serce miasta bije pośród strumieni Bosforu. Bosfor jest radością Pamuka. Tętniący

„ radością życia, ekscytacją i szczęściem” był i jest źródłem siły Stambułu. Cieśnina obudowana na wzgórzach letnimi pałacami i mansjonami osmańskich Paszów, to wijąca się na długości słynnego przesmyku wystawa imperialnej kultury. Z pokładu statku miasto jawi się niczym „wyspa złożona z milionów okien ,które bezlitośnie wychodzą jedno przed drugie, zasłaniając sobie wzajemnie widok”(s.263). Liczenie przepływających przez Bosfor statków i łodzi było jedną z ulubionych rozrywek młodego Orhana, podobnie jak wielu innych, którzy zapisywali nazwy przepływających jednostki w specjalnych zeszytach.

Orhan Pamuk. Foto: Wikipedia

„Kiedy wyjeżdżam ze Stambułu, myślę czasem, że chciałbym natychmiast tu wrócić, by móc kontynuować liczenie statków. Innym razem wydaje mi się, że jeśli przestanę to robić, znacznie szybciej dopadnie mnie obezwładniająca melancholia tego miasta, że prędzej poczuje własna bezsilność…”(s.264)

Stambułska melancholia. Przygwożdżająca.. Bardzo osobista, choć jest udziałem wielu. Klucz do rozumienia miasta. Słynne hüzün. Inne od równie słynnego literacko: tristesse, bądź spleen.  Dla Pamuka to nie tylko stan duszy i nastrój zamieszkiwania w tym mieście. Owszem, ewokowany tutejszą poezją, muzyką, wyrażający „poczucie niepowodzenia, apatii, duchowego cierpienia”, jest jednak przede wszystkim sposobem patrzenia przez mieszkańców na życie. Zatem jest to nie tyle stan duchowy, co stan umysłu, który afirmuje i neguje życie zarazem, czyni to z poczuciem dumy acz i zawodu z tytułu utraconego blasku miasta.

Fragment, w którym Orhan Pamuk opisuje hüzün, to chyba najgenialniejsza cześć jego relacji z miasta zbawienia-przekleństwa. Na ośmiu stronach książki (126-134 w polskim wydaniu) otrzymujemy mozaikę uchwyconych stopklatką ujęć miasta i zdjęć Stambułczyków. Kiedy grzebiąc wśród ujawnionych nam fotografii spojrzymy na nią z pewnego oddalenia, możemy choć na chwile ”dotknąć” atmosfery miasta przenikniętego hüzün.  Poniżej niewielki i urywany passus z książki:

„ …Trzeba umieć patrzeć na uwiązane do pustych  pomostów leciwe bosforskie krypy; na marynarzy, którzy z wiadrami w dłoniach zerkają w czarno-białe telewizory….na osłonięte kobiety z reklamówkami w dłoniach, czekające w milczeniu na autobus, który długo nie nadjeżdża; …na cayhane ( herbaciarnie-przypis autora) wypełnione po brzegi bezrobotnymi; na cierpliwych alfonsów, którzy latem przeczesują największy plac w mieście z nadzieją na spotkanie pijanych turystów; na tłumy, które zimowym zmierzchem chcą zdążyć na prom; na kobiety, które wieczorem zerkają co chwila na ulice, wypatrując swoich mężów; na staruszków w takke ( czapeczce na czubku głowy-przypis autora), sprzedających przed meczetami religijne broszury, tespihy ( różańce muzułmańskie-przypis autora) i olejki dla pielgrzymów; na drzwi wejściowe dziesiątków tysięcy identycznych bloków z fasadami pokrytymi brudem, kurzem, sadzą i rdzą; na miniaturowe pałace i skrzypiące drewniane rezydencje przemienione w budynki użyteczności publicznej;(…) Trzeba dostrzec blade światła promów pływających miedzy Kadiköyem a Karaköjem: małe dzieci które każdemu napotkanemu przechodniowi usiłują sprzedać paczkę chusteczek higienicznych; zegarowe wieże na które nikt nie zwraca uwagi…”.

Pamuk pisze dalej, chyba rad z ofiarowania nam kluczyka do sekretnego sekretarzyka: „…Kiedy dobrze poznamy to uczucie, dostrzeżemy naznaczone nim widoki, zakątki i ludzi. A potem hüzün stanie się dla nas czymś oczywistym, jak mgła, która delikatnie drży nad wodami Bosforu, kiedy w mroźne poranki nagle wychodzi słońce.”

Pamuk stwierdza, że zasługą Stambułczyków jest to, że potrafią spojrzeć na swoje miasto zarówno oczami ludzi Wschodu jak i Zachodu. Zdolność owego ruchomego punktu patrzenia testuje Pamuk w drugiej powieści traktującej o Stambule: „ Dziwna myśl w mojej głowie” ( wyd.polskie: Wydawnictwo Literackie, 2015). Autor przenosi nas tym razem do Stambułu, którego zarówno mały, jak i dorosły Orhan nie znają z własnych przeżyć. To Stambuł biedoty, która napłynęła na jego przedmieścia z Anatolii i która wgryza się przez długie lata w miasto, to zaś zmienia się i to radykalnie. Pamuk prowadzi nas ulicami Stambułu żyjąc w ciele i duszy Mevluta, bohatera którego wymyślił i który jest mu bliski. Jak powiada w jednym z wywiadów, chciałby być takim Mevlutem, wędrownym  sprzedawcą buzy (odmiany jogurtu) i pilawu. Sam, będąc synem wywodzącym się z dobrej stambułskiej rodziny, od pokoleń związanej z zamożną śmietanką miasta, chętnie wczuwa się w uczuciowy świat owego niewyedukowanego, samozwańczego Stambułczyka.

Krocząc szlakiem Mevluta dźwigającego ciężkie misy i butle z buzą, wraz z nim stajemy się stambułskimi szlifibrukami. Przeżywamy radość przemierzania ulic zatopionych w wieczornym mroku, spotykamy ludzi (co nie zawsze dobrze sie kończy, bo oberwać za całokszałt w ciemnej ulicy nie trudno). Wciskamy się w Stambuł wraz z licho przędzącym na swoim interesie sprzedawcą, bojącym się watah bezpańskich psów, targanym przez krnąbrny los, aczkolwiek pozostającym niezachwianie poczciwym i ciekawym świata. Podążając ulicami śródmiejskiej części jak i jego przedmieściami, poznajemy Mevluta coraz lepiej. Na kartach barwnej powieści ukazuje się nam uczciwy muzułmanin, kochający żonę ( którą utraci prędko), uwielbiający swoje córki, szanujący życie, takim jakie jest, uczący się zarazem życiowego sprytu, bez którego zginął by przy pierwszej potyczce z losem. Towarzyszymy mu w jego peregrynacjach, ciągnących się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wraz z nim doświadczamy, jak usuwa się z miasta wędrownych handlarzy, ruguje z ulic dzikie garkuchnie, zastępowane przez butiki modnych światowych sieci. Przypatrujemy się miastu, którego charakterystyczne rysy przeszłości wypierane zostają przez kopiowane z Nowego Świata formy nowoczesności. Śledzimy następujące po sobie pucze wojskowe, zamachy bombowe w redakcjach gazet, korupcję urzędników, przemiany obyczajowe, plotki, marzenia i lęki, którymi żyją Stambułczycy. Widzimy, jak w miejscu dawnych gecekondu, prowizorycznych chatek, wzniesionych przez ubogich imigrantów bez pozwoleń budowlanych na bezprawnie zasiedlonych działkach, wyrastają wielkie wieżowce, a szerokie aleje wypierają stare kamienice.

Pod koniec powieści Pamuk zaprowadza swego bohatera na wzgórze, by spojrzał z wysoka na rozświetlone miasto, na strzeliste wieżowce w oddali.

“ … Wśród tej jednolitej jasności, Bosfor zauważalny był w chwilach, gdy nagle rozbłyskiwały reflektory jakiegoś bardzo odległego statku(…).Mevlut odniósł wrażenie, że obraz rysowany w jego umyśle przez światło i ciemność podobny jest do tej nocnej panoramy miasta. Być może właśnie dlatego – nieważne, ile mu to przynosiło pieniędzy -od czterdziestu lat wychodził nocą na ulicę, by sprzedawać buzę.  Zrozumiał teraz wyraźnie prawdę, którą znał od czterdziestu lat, ale z której nie zdawał sobie jasno sprawy: gdy szedł nocą po ulicach, czuł się tak, jakby chodził wewnątrz własnej głowy. Dlatego rozmowy ze ścianami, z reklamami, z cieniami, z dziwnymi tajemniczymi kształtami, których nie był w stanie zidentyfikować w mroku, były jak rozmowy z samym sobą.”

***

Wyglądam na Bosfor przez okno na siódmym piętrze hotelu leżącego tuż przy końcowej stacji pociągu Orient Express. Ciemna tafla wody zastygła w doskonałej ciszy niedzielnego kresu nocy. Z wolna wykluwa się brzask. Nagle, od strony meczetu Sulejmana, zrywa się przejmujący zaśpiew muezina, sięga po chwili Beyoglu, wzgórza na przeciw, słychać że i tam podjęty zostaje modlitewną frazą. Ślizgając się po spokojnej wodzie dociera i do mnie. W ślad za nią, z okolicznych wzgórz wzbijają się w niebo następne frazy, układając sie w polifoniczną adorację Pana. Oto Stambuł na porannej modlitwie. Frazy śpiewnej modlitwy krzyżują się, suną ku mnie nad wodą cieśniny, by po chwili zgasnąć. I znów zalega doskonała cisza okrywając czarną wodę Bosforu. Pąki brzasku po chwili pękają, budzi się dzień. Gładka tafla wody zaczyna się marszczyć. Przed moim oknem przepływają pierwsze krzykliwe łodzie. Potem następne i następne, coraz większe jednostki suną obok siebie, pozdrawiając się syrenami. Jazgot słynnej cieśniny wita kolejny dzień.

Zygmunt Barczyk   

Lämna ett svar