ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Muzyka to potęga

Zastanawiam się czy muzyka, medium działające bez słów i pojęć, a w ogóle ogromny temat sztuki, nie jest tejże sztuki Pierwszą Damą.

Antropolodzy są przekonani, że muzyka była uprawiana przez człowieka od zawsze. Początkowo, jako medium transowe, łączące ludzkie grupy i wprowadzające je na poziom spokoju i relaksacji, nieco później także na poziom sakralny.

Istnieje interesująca teoria mówiąca, że muzyka oparta jest na liczbie. Zresztą nie tylko muzyka, cały Wszechświat. W niektórych środowiskach uważa się, że siódemka jest liczbą Kosmosu. Być może stąd bierze się zbratanie dźwięku z liczbą? Świadomość i podświadomość spontanicznie zestrajają się z dźwiękami, które człowiek słyszy w postaci muzyki.

Mnie teoria, że muzyka to liczby, nie przeszkadza a nawet się podoba. Rozmaite połączenia rytmu, wysokości dźwięku i odległości między dźwiękami (interwały), natężenie dźwięku (piano, forte), harmonia albo dysharmonia, połączone w zgrabne całości budzą wzruszenie. Mógłbym z łatwością zaakceptować tezę, że muzyka to liczby. Swoisty rodzaj artystycznej matematyki!

Para niemieckich fizyków, których polem zainteresowania jest również metafizyka, twierdzą, że ryt muzyki XVIII wiecznej (Vivaldi, Corelli, synowie Bacha) odpowiada rytmowi drgań centrum Ziemi, i rytmom czakry serca. Zaś czakra serca odpowiada między innymi za związki człowieka z przyrodą.

Psychiatrzy dawno temu odkryli (lub stosują tę wiedzę bezwiednie), że instynkt idzie przed rozumem. W oparciu o to używają muzyki, szczególnie w/w kompozytorów, celem wzmacniania u pacjentów momentu relaksacji.

Gdyby człowiek odpuścił nieco rozum i bardziej zaufał uczuciom oraz intuicji miałby, tak myślę, lepszy kontakt ze światem, niż ma. Ze wszystkim, co go otacza, z czym wchodzi w interakcje i relacje, ze wszystkim, co przekształca go, czego się boi (nierzadko niepotrzebnie), przed czym ucieka.

Muzyka to potęga! Puszczając tylko trochę wodze fantazji, mogę sobie łatwo wyobrazić idealną szkołę przyszłości (niekoniecznie zbyt odległą w czasie). Każda lekcja zaczynałaby się od specjalnie dobranej muzyki, nastrajającej dzieci do charakteru przedmiotu, nad którym będą za moment pracowały.

Jeżeli historię uważamy za nauczycielkę życia, muzyka jest jego kochanką dobrzy ludzie!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar