Pryncypia kontra polityka. Powyborcza sytuacja w Szwecji

Powyborcza sytuacja w Szwecji, gdzie od ponad dwóch miesięcy politycy nie są w stanie zdecydować, kto ma rządzić, to realizacja czarnego scenariusza, który przewidywali obserwatorzy polityczni jeszcze przed wrześniowymi wyborami. Ale – jak to w dość stabilnej Szwecji bywa – nie wpłynęło to na paraliż państwa. Raczej i wyłącznie na paraliż polityków.

Pisanie dzisiaj komentarza o politycznych perypetiach w Szwecji, to zadanie trudne, bo sytuacja wciąż się zmienia i nie wiadomo, czy gdy gazeta dotrze do Czytelników, to krajobraz polityczny będzie nadal aktualny. Już czterokrotnie (pisane 29 listopada) podejmowano próby stworzenia rządu i rządzącej koalicji – na razie bez rezultatu. Poddał się i szef Moderatów Ulf Kristersson, i były premier Stefan Lövfen, i szefowa Partii Centern Annie Lööf. Ani lewa, ani prawa strona układu politycznego nie jest w stanie znaleźć wystarczającej ilości głosów w parlamencie, by przejąć władzę. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się o znalezieniu ”trzeciego” rozwiązania, czyli sformowanie rządu ponad podziałami partyjnymi. Idea szlachetna, ale czy realna?

Chcąc-niechcąc polityka szwedzka stała się zakładnikiem dwóch skrajnych ugrupowań: z prawej strony Szwedzkich Demokratów, z lewej Vänsterpartiet. Ani jednych, ani drugich pozostałe partie nie chcą dopuścić do władzy – tak przynajmniej deklarowały jeszcze przed wyborami. Najbardziej stanowcza jest w tej sprawie partia Annie Lööf, co z jednej strony przysporzyło jej dodatkowych głosów, ale w praktyce powyborczej przysporzyło też mnóstwo nowych problemów. Jak bowiem pogodzić ”matematykę” parlamentarną z politycznymi pryncypiami, nie narażając jednocześnie na rozpad dotychczasowej polityki ”dwóch” bloków? Okazało się, że to zadanie nie do wykonania, a Annie Lööf stawiając twarde warunki spowodowała kryzys wśród partii Aliansu. Można odnieść wrażenie, że pryncypia zwyciężyły nad rozsądkiem i prawdopodobnie przemeblowały całkowiecie układ polityczny w Szwecji. Z tego, niestety, poobijany wychodzi blok prawicowy, tym bardziej że rozdrobniony dzisiaj na kilka niezbyt silnych partii, nie będzie w stanie konkurować z (wciąż i do czasu) zwartą lewicą.

Na całym tym politycznym zamieszaniu najbardziej korzystają Szwedzcy Demokraci, bo ignorowani i odsunięci od politycznych negocjacji, raczej zyskują poparcie, niż je tracą – mimo, że to właśnie oni są główną blokadą dla jakiegoś konsensusu. Nie jest też pewne, czy z tego zamieszania zwycięską ręką wyjdzie walcząca o pryncypia Partia Centrum – raczej wątpliwe. Tym bardziej, że z jednej strony opowiada się za rządami Kristerssona i Aliansu (ale nie udziliła mu popracia podczas głosowania w Riksdagu!), z drugiej obiecuje wsparcie Socjaldemokratów i Lövfena, jeśli ten opowie się za prowadzeniem polityki… bliskiej Aliansowi. Annie Lööf siedzi więc wysoko na desce, którą piłuje z dwóch stron.

Wszycy inni na tym zamieszaniu tracą. Najbardziej liberałowie pod wodzą coraz słabszego Björklunda, którzy tracą całkowicie wiarygodność. Partia ta, która jeszcze kilka lat temu wydawała się rozsądną i dobrą alternatywą dla wyborców, w ostatnich badaniach popracia dla partii politycznych znalazła się ponieżej progu wyborczego. Widmo katastrofy jest coraz bliższe. Tracą też Moderaci, bo okazuje się, że są słabsi niż ich wynik wyborczy, tracą Socjaldemokraci z tego samego powodu. Jeśliby zgodzili się na warunki Annie Lööf w zamian za poparcie w głosowaniu o powołanie rządu Lövfena, to stracą też wiarygodność jako partia socjaldemokratyczna, gdyż będę zakładnikiem politycznego programu ”burżuazji”.

Źle się stało, że Centern i Liberałowie nie zagłosowali na rzecz Kristerssona jako premiera. Prawdopodobnie Szwedzcy Demokraci głosowaliby przeciwko takiej konstalacji rządowej (wespół z lewą stroną parlamentu), ale mielibyśmy sytuację jasną, a Alians nadal byłby aliansem i realną alternatywą. Nikt nie mógłby zarzucić żadnemu z przywódców partii Aliansu, że nie podjął próby przejęcia władzy od lewicy. Tak się jednak nie stało, pragmatyzm przegrał.

O tym, że pryncypia są w polityce ważne, nie trzeba nikogo przekonywać. Ale z matematyką parlamentarną trudno zwyciężyć. Sytuacja, w której wszystko wskazuje na to, że dojdzie do nowych wyborów, odbije się czkawką wszystkim, tym bardziej, że mogą one nie zmienić obecnego układu. Paraliżu Stwecji pewnie nie będzie, ale kłopot pozostanie. (ngp)

Foto: Ingemar Edfalk/Sveriges riksdag

Lämna ett svar