Ludomir Garczyński-Gąssowski: Listopad dla Polaków niebezpieczna pora

Tak pisał przed pierwszą wojną Stanisław Wyspiański, który naturalnie odnosił to do Powstania Listopadowego, któremu to powstaniu poświęcił dwa wielkie dramaty: Warszawiankę i Noc listopadową. Wyspiański miał świadomość, że powstanie roku 1830 pogrzebało na długie lata państwowość polską. A listopad 1916 i 1918 roku to była dla Polaków bardzo dobra pora. W listopadzie 1916 Niemcy i Austria wskrzesili Królestwo Polskie. Nie suwerenne, ale jednak Państwo Polskie.

Drugi tydzień listopada 1918 roku, od 7 do 14 to był okres, w którym to Państwo Polskie wybijało się na niepodległość i suwerenność. Dziś obchodzimy 100 rocznicę tych wydarzeń.

7 listopada 1918 w Lublinie powstaje pierwszy od powstania listopadowego Rząd Polski, wprawdzie robotniczo – chłopski pod batutą socjalisty Ignacego Daszyńskiego. Ministrem Wojny w tym rządzie był ówczesny pułkownik Edward Rydz – Śmigły.

10 listopada przyjeżdża do Warszawy zwolniony z internowania Komendant Józef Piłsudski,

11 listopada Rada Regencyjna przekazuje Piłsudskiemu dowództwo nad polskimi siłami zbrojnymi tzw. polskim wehrmachtem.

14 listopada Rada Regencyjna się rozwiązuje i przekazuję pełną władzę nad Krajem Piłsudskiemu, który mianuje się wzorem Kościuszki Naczelnikiem Państwa. I likwiduję monarchię w Polsce ustanawiając Republikę, herbem której był biały orzeł (bez korony) na czerwonym polu. I tę datę właściwie powinniśmy uważać za datę odzyskanie niepodległości.

Data 11 listopada to kompromis pomiędzy zwolennikami Dmowskiego i Paderewskiego, a zwolennikami Piłsudskiego. Dla tych pierwszych była ważną data zakończenia, zwycięstwem aliantów, Wielkiej Wojny. Dla tych drugich przybycie Piłsudskiego do Warszawy.

Sprawa nie była prosta i dopiero w 1936 roku dzień 11 listopada uznano z święto państwowe.

Był czas, gdy to Józef Piłsudski i Władysław Studnicki, w czasie depresji po klęsce powstania styczniowego, jako jedyni mieli swoje marzenia o Polsce wolnej i niepodległej. I im udało się w okresie koniunktury, jaką stworzyła Wielka Wojna, zrealizować swoje marzenia. Dopiero  wtedy dołączyli się do tego też ludzie, którzy mieli marzenia bardziej ograniczone.  Realiści polityczni, ci co w parlamentach naszych zaborców postulowali, różnego typy ulgi dla  rodaków. Ich głównym marzeniem była autonomia na ziemiach polskich, gdzie Polacy mogli by żyć i kształcić się po polsku. Chodzi mi o Romana  Dmowskiego, który był posłem do Dumy Państwowej w Petersburgu, Ignacego Daszyńskiego i Wincentego Witosa którzy posłowali do parlamentu w Wiedniu oraz Wojciecha Korfantego, który był posłem w pruskim parlamencie w Berlinie.

Otóż w momencie wielkiej koniunktury, która nam zdarzyła się w 1918 roku, przyłączyli się i oni do tych wielkich marzeń o Niepodległej i Suwerennej. Koniunktura  szczęśliwie powtórzyła się po 71 latach, dzięki czemu możemy dzisiaj święcić lub profanować tamte wydarzenia.

Tu przy okazji warto zaznaczyć, że nie wszystkich Ojców Niepodległości traktuje się dziś na równo. Uznaje się wielkie zasługi Józefa Piłsudskiego, raczej pomijając jego okres socjalistyczny, pomija się tradycyjnie Studnickiego, ledwo wspomina się Daszyńskiego. Wyolbrzymia się za to zasługi Ignacego Paderewskiego. Uważa się niesłusznie, że to Paderewski pierwszy zainspirował Prezydenta Woodrowa Wilsona w sprawie polskiej. Otóż Paderewski rzeczywiście koncertował w Białym Domu i na herbatce rozmawiał z Prezydentem USA, ale prawdziwym sprawcą zainteresowania się sprawą polską prezydenta Wilsona był ktoś inny tajemniczy Mister Sosnowski którego imienia nie udało się ustalić. Profesor Wiktor Sukiennicki na jednym z seminariów w Sztokholmie opowiedział nam, że jego przyjaciel profesor Janusz Kazimierz Zawodny w pewnym okresie swojej kariery pracował w wielkiej bibliotece Kongresu USA i tam odnalazł ciekawe materiały z rozmów pułkownika Edwarda Mandella  Hous’a (prawej ręki prezydenta Wilsona) z nijakim Mr. Sosnowskim z Warszawy. Profesorowi Zawodnemu udało się tylko ustalić, że był to syn bardzo bogatego warszawskiego kupca, właściciela wielkiego Salonu (sklepu) Myśliwskiego na Nowym Świecie w Warszawie. Ów Mr. Sosnowskim przypłynął do Ameryki by zapolować na bizony. Na polowaniu poznał płk Hous’a, z którym się zaprzyjaźnił i któremu opowiedział o tragicznych dziejach swojej ojczyzny. Pułkownik House bardzo się tym zainteresował i zaprosił Mr. Sosnowskiego do Białego Domu na spotkanie z Prezydentem. Prezydent Wilson, który był idealistą, też się przejął nieszczęściami naszej ojczyzny i zaproponował utworzenie na terenie USA emigracyjnego rządu polskiego oraz zaofiarował wysoki kredyt dla tego rządu. Precedens już był, bo po inwazji niemieckiej powstał emigracyjny rząd belgijski we Francji. Profesor Sukiennicki mówił nam dalej, że ta ciekawa inicjatywa została storpedowana przez Komitet Polski w Paryżu, który ogłosił się rządem i został uznany przez Francję. Dmowski i Paderewski podejrzewali, że ów Mr. Sosnowski był wysłannikiem Piłsusdskiego i bali się składu tego ewentualnego „Polskiego Rządu” w Waszyngtonie. Czy mieli rację tego ani profesorowi Zawodnemu ani Sukiennickiemu nie udało się ustalić.

Odnalezione przez prof. Zawodnego stenogramy z rozmów Mr. Sosnowskiego z płk. Hous’em i prezydentem Wilsonem znajdują się w bibliotece Kongresu USA.

Z okazji stulecia Niepodległości zainteresowano się w Warszawie rolą pułkownika Hous’a. Może i dojdą do roli „Mistera” Sosnowskiego?

Ludomir Garczyński-Gąssowski

Lämna ett svar