PolArt, czyli Wilno w Sztokholmie
Agencja PolArt od wielu już lat dba o strawę kulturalną Polaków w Szwecji. Konkretnie w Sztokholmie i okolicy. Jej założycielkami były Joanna Janasz i Elżbieta Jakubicka, laureatki Poloników 2005 przyznawanych przez kapitułę związaną z Nową Gazetą Polską.
Dawno się skończyły te dobre czasy, gdy z PRL przybywały do Szwecji wielkie przedstawienia teatralne z duża ilością wybitnych aktorów, statystów i dekoracji. Pamiętam, jak promami do Sztokholmu przypływały autokary z artystami i ciężarówki z rekwizytami i dekoracjami. Do tego tematu kiedyś wrócę.
Nie te czasy i nie te pieniądze, które PRL hojną ręką wydawała na propagandę i przy okazji kulturę.
W miarę swoich możliwości Panie z PolArtu sprowadzają nam Artystów i przedstawienia z prawdziwego zdarzenia. Dzięki Nim występowały już w Szwecji teatry: Nowy, Kwadrat i Komedia oraz znane kabarety i zespoły muzyczno – widowiskowe takiej, jak na przykład Grupa MoCarta – wirtuozi smyczkowi, którzy po studiach w konserwatorium, doszli do wniosku, żeby zamiast grać trzecie czy nawet drugie skrzypce w renomowanej orkiestrze symfonicznej, założyć własny kameralny zespół muzyczno – kabaretowy.
Ostania inicjatywa wymienionych wyżej Pań przywiała do Sztokholmu słynną Kapele z Wilna. Do tego występu dołożył się Senat RP i naturalnie lokalni sponsorzy ze Sztokholmu.
Sześciu Panów, typowych baciarów wileńskich, pięciu w białych koszulach i ozdobnych brokatowych kamizelkach. Na dwóch kamizelkach miniaturki Złotego Krzyża Zasługi, przyznanego przez któregoś z Prezydentów RP. Pięciu Panów urodzonych w latach sześćdziesiątych ub. wieku siłą faktu nosi obywatelstwo litewskie. Jeden urodzony w czerwcu 1939 zachował polskie. To On był spiritus mowens całej tej imprezy. Podziwiałem tego, młodszego odemnie tylko o miesiąc, już prawie osiemdziesięciolatka jak śpiewał, tańczył i stepował oraz w ramach konferansjerki rzucał anegdotami ze swoich wspomnień. Młodsi znacznie od niego koledzy też opowiadali anegdoty, raczej z drugiej ręki. Na przykład taką, gdy na głównym placu w Wilnie wystawiono wielki portret Stalina. To jakaś Babina spytała: ten wąsaty to, jakiś zmieniony Piłsudski? – Nie Babciu to wielki człowiek Józef Wissarionowicz Stalin. – A co on takiego wielkiego zrobił? – On przegnał z Polski Niemców. – A to dobry człowiek, może on i Ruskich wygna z Polski?
Wspomniany przeze mnie Starszy Pan Jerzy Garniewicz nie grał na żadnym instrumencie. Pozostali panowie: bracia Gerard i Waldemar Latkowscy, Romuald Piotrowski, Zbigniew Sienkiewicz, Krzysztof Szturo i Zygmunt Możejko stanowili właściwą orkiestrę, w typie kapeli z Chmielnej czy Czerniakowskiej. A więc bańdzio, kontrabas, skrzypce, akordeon i pseudo perkusja.
Piosenki znane i lubiane, Można ich posłuchać w internecie. Ponieważ Kapela Wileńska występowała już na wszystkich kontynentach poza Grenlandią, a wszędzie wśród Polonii poza Wilniukami są i Lwowiacy, więc w swoim repertuarze uwzględnia też znane przeboje lwowskie.
Osobiście się wzruszyłem, gdy Panowie odegrali i odśpiewali przedwojenny przebój „Trzy panienki, każda inna, trzy panienki każda z Wilna”. Słowa do tego utworu ułożył przed wojną mój ojciec pod pseudonimem Almir (od Aleksander i Ludomir). Ojciec też nagrał to na płycie. Stąd znałem te słowa i stwierdziłem, że zostały trochę zmienione, ale i tak się bardzo wzruszyłem. Dziękuję PolArtowi.
Ludomir Garczyński – Gąssowski
Foto: Krzysztof Marianiuk
